po dwóch stronach..

Nie jest łatwo byc normalnym, stabilnym emocjonalnie, opanowanym...
Każdy dzień to łączenie zwykłej codziennosci gdzie dzieci nie chcą jeść śniadania czy włożyć czapki ze światem cieżkich emicji w towarzyszeniu mamie która umiera.

Idąć do szpitala rośnie mi gula strachu dzies koło serca , wchodzę na sale zdyszan jakbym biegła... nie wiem czego sie spodziewac...  Zabieg sie udał , mam moze pić , jesć , nie dusi się ... ale przestałą mówić skłądnie , wyrzuca z siebie zlepek słów dla mnie bez sensu... po czym mówi - nie roumiesz?

-nie mamo nie rozumiem...
-boje sie , nie wiem co sie dzieje ...

poczym znów są słowa logicznie nie pasujace do siebie ... błedny wzrok ...

-ile jej gówa działa ale nie może przetworzyć tego na odpowiednie słowa ? nie wiem...

boimy sie obie...

strasznie...

tata też sie boi nie chce podjac wyzwania powrotu do domu mamy...

nie zmusimy go

hospicjum Otwock ....

koszmarne wyrzutu sumienia...

mamo przepraszam

mam dzieci nie chce by zapamietały cie taką...

sama nie bede chciała tego pamietać... a wspomnienia sie zacieraja..

-Córeczko kocham cie- mówi ...

Ja ciebie tez - całuje w czoło i ide

do prania skarpetek i wycierania kurzy ...


Komentarze