o Moim Nie-Bieganiu

Większość kobiet ma zastrzeżenia do swojej figury ... a po dzieciach występuje syndrom nie akceptowania siebie , swojego ciała , tego co  ciąża i karmienie zrobiły z Naszym Ciałem ...

Bywa rożnie czasem wraca sie do Siebie i figury w której czujesz sie dobrze - szybko i w miarę bezboleśnie...  czasem jest to nie kończąca sie walka ...


nie ma co sie oszukiwać jestem w tej drugiej grupie ... zawsze miałam tendencje do zaokrąglania się...  wec zawsze byłam na jakiejś diecie i coś tam ćwiczyłam ... tylko po 2 porodach i 3 -rozbiciu hormonalnym to cos i jakiejś nie wystarcza ...
ważę tyle co przy porodzie z Gwiazdą ...   jestem ewenementem który wchodzi na porodówkę i wychodzi z ta samą wagą !!! nic sie nie zmienia ... ale nic sie nie zmienia od 4 lat... juz nie ma co zwalać na dzieci...

nie no rusz sie babo... powie większość ...
no przestań jesc tyle ... powie reszta ...

ha - myślicie ze  nie wiem ... a co za niespodzianka że tego nie robie ....?

ta walka trwa ...  ćwiczenia , diety , sauny...  i znów dieta płynna byle ruszyć metabolizm, a moze ćwiczenia pod ciśnieniem ... a możne Chodakowska...a moze bieganie...

ha znam oj znam większość ...
i nie przestaje w wysiłkach...

żeby choć powiedzieć że nie siedze tylko na moim XXL tyłku ...

pomijam że wyników brak... bo do tego zaczynam przywykać... liczy sie lepsza kondycja i checi ... taaa


co do osławionego i jakże modnego biegania...
nic prostszego idziesz i biegasz ..
dziecko nawet potrafi..

tak tylko ja nawet jako dziecko nie biegałam ... po operacji serca rodzice wyznawali zasadę chuchać dmuchać niech sie nie meczy ... i tak moja pojemność płuc i wydolność sprawiła ze przy szybkim mówieniu dycham jak parowóz ..
ale chodzić lubię ..  dużo  i szybko tez...
i na jednym z takich spacerów ktoś krzyknął czemu nie biegam...?
- bo nie umiem... odparłam
buhaha


a taka prawda ...
wiec zaczęłam chodzić na marszo-biegi  5min chodzenia 1 min biegania...
to ma przygotować do biegu podobno..

bilans - dłużnej niz 2  do 3 max minut nie pobiegnę ...
no nie i juz ..
i nie chodzi o mięśnie bo te nawet jakoś dają rade
ale o oddech ... ja po prostu nie mam czym oddychać ... dusze sie... sapie , dycham i zdycham...

czasem mi wstyd bo znów ide ...  no biegaczem nie będę...
ale trudno wazne ze sie ruszam...
trudno że mój tyłek ma to gdzieś i tak mogę pocić się jak kurczak w piekarniku a on nie wzruszony trwa przy rozmiarach arbuza ...


a zaakceptować to sie nie mam zamiaru bo nie w tym stanie skupienia (:
nie jest moj .. chce jeszcze wyglądać normalnie .. a nie śmiesznie ... lub po prostu jak mamuśka ...

no to niech Z Wami Będzie Moc...





Komentarze