czarna dziura
Najpierw szok i nie dowierzanie
jak ? skąd ?
Później panika - nie damy rady , a co z planami ... nie tak miało być
ja bez pracy zostałam , u męża restrukturyzacja która też grodzi bezrobociem, babcia w szpitalu walczy o zachowanie nogi , dziadek wyprowadza się 100km od nas... co dalej , jak sobie poradzimy ...
Nagła euforia- kredyt, plany domu , damy radę ...
oswajaliśmy się powoli , ale z każdym dniem coraz lepiej układało nam sie to w głowie ...
pojechaliśmy na zaplanowany wcześniej urlop
cały czas myśląc i żartując jak to będzie zabawnie za rok ...
po powrocie wizyta kontrolna, wyniki ok , tylko ciąża za mała jak na koniec pierwszego trymestru
szybkie prywatne usg ... cisza , i jedno słowo - Nie jest dobrze ...
cisza ... bałam sie nawet oddychać
Pan profesor stuka cos na klawiaturze .. siedzę i gapię się w brudne buty ... a miałam je przetrzeć przed wyjściem
Pan profesor odrywa sie od monitora
- Umarło , dam skierowanie do szpitala i po wszystkim
Cisza
Buty
świat za oknem bez zmian
kartka w ręku idę już korytarzem płacić za wizytę
winda
samochód
wycie
takiego odgłosu skowytu nie słyszałam u siebie nigdy
wydobywał się ze środka jakby nie mój
nie panowałam nad tym uczuciem
jakby mi coś pękło w środku
łóżko , mąż
stany apatii i histerii
wizyta w szpitalu umówiona na rano
dzieci wróciły
mamę boli brzuszek dziś
ale podnieść sie trzeba ich świat musi być nie zachwiany
dziś mnie tylko rozczulają już reklamy
ale z każdym dniem jest lepiej
tak miało być tłumaczyli, natura wie co robi
tak miało być
pustka w środku jakby cos mi ukradli
ale mam dla kogo wstać i iść dalej ...
jedyny absurd sytuacji jest taki że ginekologia jest w tym samym miejscu co położnictwo, ten sam korytarz- sala obok , matki z brzuchem , i ryk noworodków ... ja już mam dzieci ale dziewczyna obok na łóżku drugi raz poroniła ... jak ona sie czuje ... nie chce wiedzieć...
jak ? skąd ?
Później panika - nie damy rady , a co z planami ... nie tak miało być
ja bez pracy zostałam , u męża restrukturyzacja która też grodzi bezrobociem, babcia w szpitalu walczy o zachowanie nogi , dziadek wyprowadza się 100km od nas... co dalej , jak sobie poradzimy ...
Nagła euforia- kredyt, plany domu , damy radę ...
oswajaliśmy się powoli , ale z każdym dniem coraz lepiej układało nam sie to w głowie ...
pojechaliśmy na zaplanowany wcześniej urlop
cały czas myśląc i żartując jak to będzie zabawnie za rok ...
po powrocie wizyta kontrolna, wyniki ok , tylko ciąża za mała jak na koniec pierwszego trymestru
szybkie prywatne usg ... cisza , i jedno słowo - Nie jest dobrze ...
cisza ... bałam sie nawet oddychać
Pan profesor stuka cos na klawiaturze .. siedzę i gapię się w brudne buty ... a miałam je przetrzeć przed wyjściem
Pan profesor odrywa sie od monitora
- Umarło , dam skierowanie do szpitala i po wszystkim
Cisza
Buty
świat za oknem bez zmian
kartka w ręku idę już korytarzem płacić za wizytę
winda
samochód
wycie
takiego odgłosu skowytu nie słyszałam u siebie nigdy
wydobywał się ze środka jakby nie mój
nie panowałam nad tym uczuciem
jakby mi coś pękło w środku
łóżko , mąż
stany apatii i histerii
wizyta w szpitalu umówiona na rano
dzieci wróciły
mamę boli brzuszek dziś
ale podnieść sie trzeba ich świat musi być nie zachwiany
dziś mnie tylko rozczulają już reklamy
ale z każdym dniem jest lepiej
tak miało być tłumaczyli, natura wie co robi
tak miało być
pustka w środku jakby cos mi ukradli
ale mam dla kogo wstać i iść dalej ...
jedyny absurd sytuacji jest taki że ginekologia jest w tym samym miejscu co położnictwo, ten sam korytarz- sala obok , matki z brzuchem , i ryk noworodków ... ja już mam dzieci ale dziewczyna obok na łóżku drugi raz poroniła ... jak ona sie czuje ... nie chce wiedzieć...


To już chyba druga czy trzecia historia w ostatnim czasie, jakaś plaga poronień w dzisiejszym śwecie, bardzo mi przykro :( Mam dwoje dzieci, marzę o trzecim...
OdpowiedzUsuńto chyba syndrom naszych czasów... za duzo za szybko ...
OdpowiedzUsuń